Tagged: średniowiecze

Trędowaci w średniowiecznej Europie

— To dawne leprozorium, stare osiedle dla trędowatych. Wprost na północ od Rzymu. Na stokach wzgórza Aguzzo, niewielkim wzniesieniu, ale zawsze jest tam powietrze lepsze niż tutaj.

O powodach, które go zatrzymują w Rzymie, nie wspomniał więcej ani o San Sisto pod Orsino też już nie mówił. Tyle że znajduje się ono w górzystej okolicy. Natomiast o tym Lazaretto się rozgadał. W średniowieczu, kto był podejrzany o trąd, musiał w takim zamieszkać. Na terenie Włoch i nie Włoch było sporo podobnych osiedli. Dziś to jedno zatrzymało starą nazwę, chociaż już od setek lat nie spełniało swojej funkcji przytuliska dla trędowatych. Z ich dawnych zabudowań zachował się kościół pod wezwaniem Łazarza z Ewangelii św. Łukasza i hospitium. Nawet miejscowi nie pamiętali jego pochodzenia. Nazywali hospitium klasztorem, dodając, że to był klasztor srogiej reguły, w ten sposób wyjaśniając sobie, że hospitium nie miało przejścia do kościoła, a jedynie za całe połączenie metrowej długości wąski otwór, przez który ksiądz udzielał komunii zarażonym.

— I to nie każdy ksiądz — powiedział don Piolanti. — A tylko taki, który zdobywał się na tę odwagę.
— W Dekretaliach Grzegorza IX — rzekłem — jest ustęp poświęcony trędowatym.
— A to pan uczony, że pan wie — pochwalił mnie. — Ja dopiero z powodu Lazaretto zebrałem wiadomości, które panu przekazuję.

Straszna to była zaraza ten trąd. A postępowanie, by zwalczać ją i zapobiec rozszerzeniu, też okropne. Dotkniętego nie prowadzono do kościoła. Jak nad zmarłym odprawiano nad nim egzekwie. Słuchał ich leżąc z rękami złożonymi na piersi, jak trup. Potem wstawał, otrząsał głowę i nogi z ziemi, którą je przysypano, ale już nie wracał do swoich. Czy z miasta, czy ze wsi, wykreślano go spomiędzy żyjących. Mienie jego przechodziło na spadkobierców. Nie mógł ani dziedziczyć, ani świadczyć, ani nawet przez długie wieki, póki tego nie złagodzono, testamentu sporządzić, ponieważ zaliczono go do zmarłych naglą śmiercią. Z czasem obyczaj złagodniał i w tym, że wolno mu było opuszczać leprozorium. Ale w stroju specjalnym, żeby każdy z dala poznawał, z kim ma do czynienia, i z kołatką, ostrzegającą zdrowych, że dotknięty zarazą się zbliża. Bano się ich niewypowiedzianie, bo w średniowieczu kary były i na takiego, który się ich rozmyślnie czy nierozmyślnie dotknął. Niekiedy nawet, zwłaszcza w czasach paniki, musiał już odtąd dzielić ich los.

— Co za okropność! — wzdrygnąłem się.
— Minione, zaprzeszłe sprawy — odparł ksiądz Piolanti. — Dziś w Lazaretto mamy wielki, nowoczesny szpital sióstr Św. Zbawiciela. Z dawnej epoki zachował się tylko kościół i hospitium, w którym właśnie mieszkam. Kościół jest nietknięty. Wszystko z XIV wieku. Hospitium trochę wewnątrz przerobione. Zatrzymują się tam księża bawiący przejazdem w Rzymie, ot, tacy jak ja.

Tadeusz Breza – „Urząd”, Państwowy Instytut Wydawniczy (Warszawa, 1963), fragment ze stron 128-129