Tagged: dziennikarze

Jak nie ubierać się na wojnie

Jacek Czarnecki, wieloletni reporter i korespondent z terenu różnych konfliktów zbrojnych pracujący dla Radia ZET, w książce pt. „Reporterzy.pl” będącej zbiorem rozmów z dziennikarzami i reporterami, autorstwa Doroty Kowalskiej i Wojciecha Rogacina, sugeruje jakich ubrań nie powinno się zakładać, gdy wokół toczy się wojna (a już na pewno jakich ubrań nie powinni zakładać dziennikarze relacjonujący wojnę):

Na wojnie trzeba ubierać się tak jak miejscowi, a nie jak żołnierze, prawda?

Właśnie tak. Nawet gdybym w tym stroju – buty są wojskowe, spodnie i koszula cywilne – pojechał do Afganistanu, to mógłbym mieć problemy. Takie ubrania noszą kontraktorzy, czyli cywilni pracownicy, którzy byli kiedyś w wojsku – ochroniarze, uważani często za prywatne armie. Najlepsze na wojnie są dżinsy albo zwykle płócienne spodnie. Jak najmniej elementów wojskowych, bo za jedną taką rzecz można zginąć. Nie noszę na wojnie wojskowych rzeczy, oprócz obuwia, ale tego nie przeskoczę. Nie włożę na długi wyjazd butów, w których jest mi niewygodnie. A w tych się czuję jak w kapciach, chodzę w nich cały rok – w zimie i w lecie. Noszę wojskowe ciuchy, bo po prostu je lubię, poza tym są higieniczne, wytrzymałe, zawsze szyte mocnymi nićmi, wytrzymują dużo prania. Mam kurtki, które kupiłem… nie wiem… piętnaście lat temu i noszę je do tej pory. Kiedyś miałem schizę na brytyjskie ciuchy, bo z Iraku przywiozłem sobie mundur Royal Marines. Dostałem potem kilka kompletów, do dzisiaj je mam. Uważam, że są fantastyczne. To bawełniane rzeczy, idealne na upał.

Wróćmy do tego ubierania się po cywilnemu na wojnie. Wiemy, że zawsze dawałeś innym dziennikarzom rady, jak się przygotować czy choćby ubrać: zdejmij to moro, zdejmij te wojskowe spodnie, bo na własne życzenie pakujesz się w kłopoty!

Nie mogłem komuś nie dać dobrej rady na wojnie, bo sam kiedyś korzystałem z takich rad. Mnie też ktoś kiedyś powiedział, chyba w byłej Jugosławii: „Nie noś wojskowych rzeczy”. Jak wyjdziesz na ulicę w wojskowych rzeczach, to zwracasz na siebie uwagę, zwłaszcza w tych warunkach – nawet cywilne spodnie z bocznymi kieszeniami mogą sprowadzić na ciebie nieszczęście. Ekipa jednej z polskich telewizji została pobita, dlatego że chłopak miał buty, które napastnicy uznali za wojskowe. To było w Iraku. Było bicie pistoletami po głowach, ale nie mogę powiedzieć, o kogo chodzi, bo to nigdy nie zostało upublicznione. Taki drobiazg i można mieć albo zniszczoną twarz, albo zniszczone życie. W Kosowie spotkałem się z czymś takim, że Albańczycy z UÇK byli maksymalnie wkurzeni, kiedy zobaczyli w naszym samochodzie błękitne hełmy i błękitne kamizelki. W tamtych czasach nosiło się jeszcze ONZ-owskie rzeczy, nie miałem swojej kamizelki, więc pożyczałem. Jeździłem wtedy z AFP, oni mieli niebieskie kamizelki, więc brałem właśnie od nich. Ale przez długi czas w ogóle nie jeździłem w kamizelce kuloodpornej, miałem ją w bagażu, ale jej nie używałem, bo ciężko się w niej ucieka. Z Estebanem mieliśmy taką przygodę. Esteban miał pełną, ciężką kamizelkę z płytami przeciw pociskom z kałasznikowa. Mówię: „Po co to wozisz, człowieku? A jak zaczną strzelać, trzeba szybko wysiadać z samochodu. Zdejmuj tę kamizelkę, włożysz ją, jak wyjdziesz, bo tak będzie problem”. I jak strzelali… nie do nas, ale w ogóle strzelali, to było w Basrze… dałem po hamulcach, wyskoczyliśmy z Miładą i pobiegliśmy nagrywać materiał, a Esteban, jak żółw w tej swojej kamizelce, nie mógł się wygrzebać. Jak w końcu wyskoczył, to było po zawodach. Najlepszy moment, który mógł sfilmować, przeszedł mu koło nosa. Poza tym jak wygląda dziennikarz, który idzie do miejscowych, mając na sobie kamizelkę i hełm? Zdarzały się polskie ekipy, które tak „uzbrojone” chodziły po jakiejś miejscowości, i nie wiem, czy miały dobre nagrania.

Dorota Kowalska, Wojciech Rogacin – Korespondenci.pl, Czarna Owca (2014), fragm. str. 57-59 (fragmenty książki – w tym m.in. cała rozmowa z Jackiem Czarneckim – w postaci elektronicznej – formaty: ePub oraz mobi)