Elegia (dla) bidoków

O książce Hillbilly Elegy która jest dostępna także w polskim tłumaczeniu pod tytułem „Elegia dla bidoków” dowiedziałem się niedawno z felietonu Ziemowita Szczerka w tygodniku „Polityka”.

Przeglądając Netflix natknąłem się na ten amerykański tytuł i skojarzyłem z tytułem z felietonu. Postanowiłem go obejrzeć. I skupię się na wrażeniach po projekcji. Sam nie kieruję się recenzjami podejmując decyzję, czy obejrzeć dany film. Wiele razy rozczarowałem się, gdy zachwalany przez wielu recenzentów film okazał się (dla mnie) słaby, a filmy z niską oceną przypadły mi do gustu. Dlatego nie oceniam, póki nie zobaczę. A oglądam, jeśli dany temat, bohaterowie, czy wydarzenia przedstawione w opisie filmu zainteresują mnie na tyle, że zdecyduję się poświęcić czas na seans. W ogóle to staram się nie czytać recenzji, by uniknąć spoilerów zdradzających różne kluczowe momenty, więc będę bardzo oszczędny w opisach. Różne recenzje dotyczące ekranizacji „Elegii dla bidoków” przeczytałem dopiero po jej obejrzeniu.

Film zrealizowany trochę w klimacie „Co gryzie Gilberta Grape’a”, a trochę w stylu Disneyowskich produkcji familijnych, w których nagła zmiana sytuacji życiowej powoduje wielkie zamieszanie w życiu bohatera i zmusza go do podjęcia działań. Hillbilly Elegy to sprawnie pokazana historia głównego bohatera, chociaż w wielkim skrócie. Czasy współczesne przeplatane są retrospektywą z lat młodzieńczych. Doskonałe dwie role kobiece: matki i babki bohatera. I w zasadzie tyle. Bo film – niestety – wpisuje się w schemat budowania mitu Ameryki. I jest zrobiony ku pokrzepieniu serc.

Pokazuje tę Amerykę, w której sukces zależy od człowieka, gdzie szansa leży na wyciągnięcie ręki, pod warunkiem, że człowiek zdecyduje się po tę szansę schylić. Niestety, jest to obraz bardzo naciągany, nieuwzględniający wszystkich życiowych zmiennych.

Bohater, czyli J.D. Vance – autor książki Hillbilly Elegy, przedstawiony w filmie, ma niby swoim przykładem zaświadczać, że kariera od pucybuta do milionera jest możliwa. I że on – człowiek z nizin społecznych – ma prawo tak twierdzić. Prawda jest taka, że jemu się udało, co automatycznie nie oznacza, że wyjątek potwierdza regułę. Kontrprzykładem dla tej pozytywistycznej teorii jest postać jego matki.

Więcej zdradzać nie będę. Film ogląda się szybko, chociaż to 2 godziny. Jeśli ktoś czytał książkę to jako uzupełnienie może obejrzeć „Elegię dla bidoków”, by skonfrontować wydarzenia przedstawione przez J.D. Vance’a z filmową opowieścią. Szkoda tylko, że czegoś zabrakło w tym filmie, chociaż nie potrafię za bardzo uchwycić czego.

Jeśli ktoś gustuje w kinie społecznym, obyczajowym to jednak warto zobaczyć. Dla mnie ten seans to była odskocznia od serwowanej naokoło telewizyjnej papki, w stylu Avengers i innych tego typu produkcji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s