Prawo Jante według Norwegów

Pokolenie Iberta żyje według prawa Jante, pochodzącego z noweli Aksela Sandemose’a En flyktning krysser sitt spor napisanej w 1933 roku. Jante to duńskie miasteczko rządzące się zasadami, które Skandynawia przyjęła za własne. Według tych zasad nikt nie powinien:

  • uważać, że jest kimś wyjątkowym;
  • uważać, że jest równie dobry jak inni;
  • uważać, że jest mądrzejszy od innych;
  • wyobrażać sobie, że jest lepszy od innych;
  • uważać, że wie więcej od innych;
  • uważać, że jest kimś więcej niż inni;
  • uważać, że się do czegoś nadaje;
  • śmiać się z innych;
  • wierzyć w to, że komuś na nim zależy;
  • wierzyć w to, że może innych czegoś nauczyć.
Ten nikt to nowy, oni to społeczność z naturalną zdolnością do tłamszenia i poniżania słabszych. Według prawa Jante nie każdy jest kowalem swojego losu, bo ten los jest z góry przesądzony.

W Finnmarku wierzy się w morze, w pracę i w siebie. Jesteśmy biedni i rozrzutni, ciekawscy i tolerancyjni, naiwni i samowystarczalni, powtarzają zgodnie poproszeni o podanie jakichś cech odróżniających ich od południowców. Biedni, bo to nie oni zarabiają na łowionych i patroszonych przez siebie rybach, tylko właściciele firm z południowego zachodu kraju, którzy eksportują towar do reszty świata. Rozrzutni, bo jak już dostaną jakiś grosz, to nie po to, żeby go chować na czarną godzinę, przecież w kolejnym roku ryby mogą nie przypłynąć. Ciekawscy, bo ciągle spotykają ludzi z innych części kraju i Europy, jak to przy granicy. Tolerancyjni, bo morza i ryb wystarczy dla wszystkich. Naiwni, bo tak łatwiej w życiu, a samowystarczalni, bo i na morzu, i na śliskiej podłodze mogą liczyć tylko na siebie. To, co łączy wszystkich północnych, to też kompleks niższości i poczucie, że są niewidzialni. Zamiast jednak oskarżać innych o złe traktowanie, wypracowali autoironię, która potrafi zaskoczyć zarówno południowców, jak i cudzoziemców. To dlatego tylko ktoś z Północy mógł napisać tekst „Pieprzeni północni” i deklamować go z emfazą przy aplauzie publiczności, pomieszanym z gwizdami tych nielicznych, którzy nie zrozumieli drwiny. Północny klnie tak, że nawet bez zbitki głosek zębowych jest w stanie powiedzieć komuś wszystko o jego matce, a bycie hestkuk, czyli końskim kutasem, można tutaj odebrać albo jako obelgę, albo komplement – wszystko zależy od kontekstu lub intonacji. Północny od małego ma w głowie zdanie Det ordner seg, czyli ułoży się. W obliczu natury, która stanowi odwieczne prawo Jante Finnmarku, rzeczywiście łatwo znaleźć swoje miejsce w szeregu i nie chcieć się wychylać, bo stojąc za kimś, przynajmniej jest się osłoniętym od wiatru. Na Północy wartość człowieka od zawsze określał jego stosunek do pracy. Najlepsze, co można tu o sobie usłyszeć, to, że jest się en go’mann, czyli po prostu dobrym człowiekiem. Ibert, po latach spędzonych na rozmyślaniach, nie jest pewien, czy i jego to określenie dotyczy.
Ilona Wiśniewska „Hen. Na północy Norwegii” – Wydawnictwo Czarne, Wołowiec (2016), fragm. ze str. 41-43

O Prawie Jante pisał również Filip Springer w swojej książce pt. „Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz” (Wyd. Czarne, 2019)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s